świadectwa

Łazarzu wyjdź z grobu – wyjdź na zewnątrz.

O starogardzkich rekolekcjach dowiedziałem się od kolegi, z który miał pierwsze informacje zanim pojawił się oficjalny komunikat. Powiem szczerze, że jego informacja nie rzuciła mną na kolana i nie zmieniła tego nawet ciekawa zapowiedź podczas pieszej pielgrzymki do Piaseczna. Wciąż jeszcze miałem przed oczami, a raczej w duszy przeżycia związane z uczestnictwem w rekolekcjach z O.Jamesem dwa lata temu. Były pożyteczne, zrobiły dużo dobrego i poleciłbym je każdemu, natomiast teraz nie czułem niczego innego jak nasycenie tematem rekolekcji i brakiem głodu niecodziennego doświadczania miłości Boga czy działania Ducha Świętego. W zasadzie byłem zdecydowany, że nie pójdę tyle, że pozostawiłem sobie furtkę w postaci postawy – jak poczuję potrzebę to pójdę. Czas upływał, a uczucie potrzeby nie przychodziło. Mój kolega twardo, zdecydowanie i niezachwianie powtarzał – Ja idę. Jego życie jest zawsze zaplanowane i może dlatego łatwiej było mu podjąć decyzję. Ja wciąż byłem niezdecydowany do momentu kiedy dowiedziałem się  o tym, że kalendarz rekolekcji Ks. Rafała jest szczelnie wypełniony terminami na rok do przodu i każde spontaniczne zaproszenie na rekolekcje mające się odbyć wręcz za klika miesięcy, które zostaje przyjęte jest czymś niezwykłym. Od razu przebłysk myśli, że jeżeli jego zgoda jest odstępstwem od reguły – jest czymś wyjątkowym to na pewno musiał temu towarzyszyć SMS z nieba z informacją, że powinien się tu u nas w Starogardzie szybciuteńko pojawić. Więc jeżeli niebo kładzie taki priorytet na nasz Starogard to lepiej być w łodzi (na rekolekcjach) niż poza nią. Czyli wewnętrznej potrzeby nie poczułem, ale poszedłem J. Na rekolekcjach pojawiłem się dosłownie z marszu. Zmęczony i trochę niepewny zająłem strategiczne miejsce gdzieś pod koniec sali tuż obok swojego zdecydowanego od początku kolegi. Na początku paraliż emocjonalny ręce nie chcą się otwierać. Zdecydowanie łatwiejsze i naturalniejsze było przyjęcie tradycyjnej postawy chrześcijańskiej ręce splecione tyle, że Ks. Jarek namawiał do otwarcia dłoni tak jakby chciało się otrzymać coś na ręce. Na szczęście był zespół muzyczny, a właściwie rycerze Pana Boga, którzy z pełnym oddania zaangażowaniem zmiękczali skostniałe przez twardą codzienność stawy kolanowe i łokciowe. Potem nastąpiło to co ja osobiście lubię najbardziej czyli intelektualne dociekanie dlaczego daliśmy się tak łatwo powiązać różnym kłamstwom o sobie, jak pozwoliliśmy zepchnąć Boga na peryferia codzienności, jak tolerancja działa tylko w jednym kierunku, jak knebluje i paraliżuje zdrową i przywiązaną do tradycji większość katolicką, jaką skuteczność posiada propaganda mediów reprezentujących hałaśliwe promile mniejszości. Kompletnym zaskoczeniem było dla mnie kiedy ks. Rafał wraz z współpracownikami zaczęli rozprawiać się z tymi kłamstwami na płaszczyźnie indywidualnej wołając do głębi duszy podobnie jak to czynił O.James. Racjonalnie nie potrafię tego wyjaśnić dlaczego moje ciało zareagowało na kilka spośród tych, które były tam wymieniane. Myślałem, że te sprawy są już załatwione, a tu niespodzianka. Kilka rzeczy jeszcze gdzieś tam w głębi duszy zostało i właśnie zostawało rozwiązywane. Niesamowite jest to, że gdy wymienia się to kłamstwo, które zagnieździło się gdzieś wewnątrz Ciebie nie masz żadnych wątpliwości, że ktoś ze sceny mówi właśnie do Ciebie. Oczywiście sceptycy mogą powiedzieć, że to przypadek, ale ja już wiem, że przypadek to świeckie imię Ducha Świętego. Reagowałem tylko na niektóre. Trząsłem się, ale nie towarzyszyło temu uczucie strachu wręcz przeciwnie spokój nie ustępował, a ciało zraszane było falami czegoś przyjemnego.

Po tym etapie ks. Jarek przytoczył scenę z Pisma Świętego kiedy Jezus przyszedł po wodzie do uczniów, a oni się najnormalniej w świecie wystraszyli. Była noc, gwałtowny sztorm, do łodzi wdzierały się fale, szalał wiatr. Zobaczyli Jezusa kroczącego po wodzie i najnormalniej wystraszyli się. Ostatnią rzeczą, która w tym momencie mogła przyjść uczniom do głowy to taka, że Mistrz przyszedł im z pomocą. I chyba w tym momencie zrozumiałem, co tak naprawdę czułem po rekolekcjach z O.Jamesem. Byłem przecież tak jak uczniowie mocno zajęty wiosłowaniem łodzią przez sztorm życia, w oddaleniu od Boga, które symbolizuje noc. I wszystkiego czego mógłbym się wtedy spodziewać to na pewno nie widok Mistrza, który wbrew tym przeciwnościom zmierza w moim kierunku, aby mnie uratować. Dlatego dobrze, że poszedłem na tamte rekolekcje bo dałem szansę powiedzenia Jezusowi Pokój Wam (Tobie), tak jak powiedział to do przestraszonych w łodzi apostołów J.

Kolejnym ciekawym dla mnie elementem rekolekcji było rozprawienie się z uczuciami i emocjami jako motorami postawy wobec Boga. Złapałem to w taki sposób, że np. częstotliwość chodzenia do spowiedzi powinna być poprzedzona decyzją intelektu, datą w kalendarzu, a nie powodowana emocjami. Innymi słowy czekając na wytworzenie wewnętrznej potrzeby można się natknąć na sytuację, że do spowiedzi idę wtedy kiedy jest mi źle albo bardzo źle, ponieważ wtedy zazwyczaj pojawia się potrzeba spowiedzi. Czyli przyzwyczajam się do czołgania, a nie chodzenie w pozycji wyprostowanej. Grzech wykrzywia, kładzie na łopatki, podcina nogi. Bóg w sakramencie pokuty daje możliwość powstania z grzechu czyli wyprostowania się. Kto wstaje i czeka do momentu kiedy znów pojawi się potrzeba pójścia do spowiedzi czeka do momentu, aż grzech znów znokautuje i położy na łopatki. Przecież znacznie ciekawiej jest chodzić cały czas wyprostowanym czyli chodzić po przebyciu konkretnej ilości drogi (czasu) np. co 1 miesiąc, a nie od potrzeby do potrzeby czyli od nokautu do nokautu :).

Oczywiście było jeszcze mnóstwo ciekawych i prostych przykładów na to jakie stereotypy czyli kłamstwa funkcjonują w naszym życiu osłabiając to prawdziwe, żywe, autentyczne tyle, że zagłuszone pragnienie doświadczenia niewyczerpanej i bezwarunkowej miłości Boga, której doświadczenie przerasta wszytko co słownik języka polskiego w swej rozciągłości jest w stanie opisać. Kto już tego doświadczył wie o czym piszę :).

Niesamowita jest obecność Ducha Świętego, która pewnym osobom pozwala anonimowo i w pokoju odkryć stan duszy innej osoby oraz to co ma jej do powiedzenia bezwarunkowa miłość Jezusa do swojego stworzenia. To co zadziało się w podczas Chrztu w Duchu Świętym jest tego najlepszym wyrazem. Dobrze że ks. Jarek przygotował na to co miało się zadziać się za chwilę. Duch Święty przy pomocy osób modlących się miał powiedzieć coś dobrego do każdej duszy z osobna. Dobrze, że wiadome było aby spodziewać się dobrego komunikatu. W przeciwnym razie pycha z pewnością dokonałaby spustoszenia.

To co usłyszałem po tej modlitwie zdumiało mnie do granic mojego postrzegania spraw wieczności. Co więcej ono pokonało te granice jak by ich w ogóle nie było J. Każdy zna scenę zmartwychwstania Łazarza. Wcześniej czytając ją w świadomy sposób, wytworzyło się u mnie silne i ukryte pragnienie,  którego nigdy wcześniej nie uzewnętrzniałem. W tej scenie Jezus nazywa Łazarza swoim przyjacielem. I tu u mnie pojawiło się pytanie – co trzeba zrobić, aby Mój Bóg nazwał mnie swoim przyjacielem? Nie owcą, nie sługą, ale przyjacielem. Co takiego miał, albo lepiej kim był Łazarz? Czego nie mam albo kim nie jestem abym zasłużył na przyjaźń Jezusa? Czy w ogóle można przyjaźnić się z Jezusem? Pytania trudne, ale ta relacja w mojej nie za głębokiej i raczej krótkiej modlitwie przebijała się dość często. Aż w końcu nie pytając się o zgodę po prostu ją zaoferowałem – coś na zasadzie Panie Jezu już się Ciebie nie boję tak jak kiedyś i bardzo Cię lubię za tą bezwarunkową miłość i jestem Ci niezmiernie wdzięczny za nawrócenie.

Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzieście go położyli?» Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!». Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: «Oto jak go miłował!» Niektórzy z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?» A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: «Usuńcie kamień!» Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał». To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić!».

Jezus przyjaźnił się z Łazarzem, zapłakał nad jego śmiercią. Nie przeraziło go, że leży w grobie, że na grobie leży kamień, że już się rozkłada. Po ludzku ta sytuacja była beznadziejna. Nie żyjesz i jesteś w grobie, na Twoim grobie leży kamień, Twoi najbliżsi poniekąd chociaż prosili o pomoc sami w nią nie wierzą, odciągają tego, który jako jedyny może pomóc i mówią mu nic już nie da się zrobić, nie da rady już po nim, rozkłada się od środka – po prostu beznadzieja. Jest jednak ktoś kto wierzy, Twój przyjaciel Jezus, przyszedł do Twojego grobu osobiście, kazał odsunąć kamień, mówi bezpośrednio do Ciebie podczas tych rekolekcji tu i w tym momencie: ŁAZARZU, WYJDŹ NA ZEWNĘTRZ!

I właśnie to usłyszałem, i właśnie wstaję, i powoli zaczynam dreptać bo nogi jeszcze związane, i wychodzę z grobu swojego dotychczasowego życia i znów widzę światło, a słudzy rozwiązują stopy i ręce abym mógł chodzić. I zdejmują mi zasłonę z twarzy. I co zaraza zobaczę? Zobaczę nowe Życie, zobaczę swojego Boga, zobaczę Przyjaciela.

Po ludzku byłoby się z czego wstydzić słysząc takie słowa po Chrzcie w Duchu Świętym – grób, śmierć, rozkład, brak nadziei.  Takie właśnie postrzeganie wyjątkowości tej chwili to grób, z którego Ja wyszedłem bo Pan powiedział – Przyjacielu wyjdź z tego grobu, wyjdź na zewnętrz.

W poniedziałek 20-10-2014 r., dzień po rekolekcjach, rano uruchamiam komputer i czytam Słowo przeznaczone na ten dzień i znów jestem w szoku.

 (Ef 2,1-10)

I wy byliście umarłymi na skutek waszych występków i grzechów, w których żyliście niegdyś według doczesnego sposobu tego świata, według sposobu Władcy mocarstwa powietrza, to jest ducha, który działa teraz w synach buntu. Pośród nich także my wszyscy niegdyś postępowaliśmy według żądz naszego ciała, spełniając zachcianki ciała i myśli zdrożnych. I byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni. A Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni. Razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich – w Chrystusie Jezusie, aby w nadchodzących wiekach przemożne bogactwo Jego łaski wykazać na przykładzie dobroci względem nas, w Chrystusie Jezusie. Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili.

 

Ja wiem jedno bez tych obu rekolekcji nie byłoby tego momentu. Nie byłoby płaszczyzny relacji, w której uwierzyłem, że Jezus może być i już jest moim przyjacielem. Dla Niego to oczywiste od założenia świata, a dla mnie osobiste odkrycie na miarę zbawienia. Wszyscy mamy Boga, a ja przez łaskę, całkowicie niezasłużenie, mam również Przyjaciela.

Uczestnik

 

——————————————————————————————————————————————-

Szczęść Boże,

Chciałabym serdecznie podziękować, za zorganizowanie tak wspaniałych rekolekcji, były one dla mnie wielkim przeżyciem i dały mi możliwość modlitwy o uzdrowienie przede wszystkim duchowe- uwolnienia się od bólu i zalu, a  mam nadzieje wkroczenie na drogę radości i odbudowy bożych relacji z najbliższymi.
Jeszcze raz serdeczne Bóg załać
Alicja z Warszawy

——————————————————————————————————————————————-

Mam na imię Kasia i mam 32 lata. Od kilku lat cierpiałam na bóle kręgosłupa, rehabilitacja pomagała na krótki czas i często musiałam sięgać po leki przeciwbólowe. W ostatnim czasie ból był bardzo silny. Siedzenie w pracy przy biurku było męką, prace domowe również. Pierwszego dnia na rekolekcjach ojciec modlił się i powiedział, że uzdrawia osoby z bólu kręgosłupa. Poczułam jakby moje ciało stało się kamieniem, było bardzo ciężkie i drżało, a łzy płynęły mi po policzku. Uwierzyłam, że zostałam uzdrowiona nie tylko fizycznie ale i duchowo. Następnego dnia rano wstałam z łóżka bez problemu, plecy mnie nie bolały. Nie chcę dawnego życia, nigdy przedtem nie byłam szczęśliwsza. Chcę być narzędziem w ręku Boga i żyć tak jak On chce. Jezus Chrystus żyje. Alleluja!

Kasia Stosik

——————————————————————————————————————————————-

Szczęść Boże
Mam na  imię Danuta.Pragnę Panu Bogu podziękować za wszystkie odebrane łaski, które otrzymałam podczas rekolekcji z ojcem Jamsem.
W sposób szczególny chcę podziękować za dar uzdrowienia.Od dwunastu lat choruję na astmę.Początkowo choroba przebiegała bardzo łagodnie, ale od kilku lat choroba zaczęła się gwałtownie zaostrzać.Przyjmowałam coraz więcej leków w dużych dawkach, ale nadal czułam się źle.Leki wziewne w dużych dawkach nie skutkowały i dodatkowo musiałam brać leki doustne.
W maju tego roku brałam udział w rekolekcjach, które prowadziła świecka charyzmatyczka z USA Maria Vadia. Podczas tych rekolekcji Pan Bóg udzielił mi łaski  i mój stan zdrowia w sposób znaczący uległ poprawie.Za zgodą mojego lekarza prowadzącego odstawiłam leki doustne oraz zmniejszyłam dawki leków wziewnych i pomimo to czułam się dobrze.Na tydzień przed rozpoczęciem rekolekcji z ojcem J. Manjackalem byłam na wizycie kontrolnej i lekarz potwierdził, że mój stan zdrowia znacznie się poprawił.Lekarz również poprosił, abym spróbowała jeden z dwóch przyjmowanych przeze mnie leków wziewnych odstawić. Zrobiłam tak, ale niestety duszności w sposób znaczący nasiliły się, więc zaczęłam brać odstawiony lek z powrotem.Podczas drugiego dnia rekolekcji z o. Manjackalem w czasie modlitwy o uzdrowienie zaczęłam gwałtownie kasłać. Ojciec Manjackal wymienił moje imię wśród osób, które Pan Jezus pragnie uzdrowić. Po zakończeniu rekolekcji ponowiłam próbę odstawienia leku wskazanego przez lekarza.Tym razem próba przebiegła pomyślnie. Teraz przyjmuję tylko jeden lek wziewny w małych dawkach i czuję się świetnie! Nie odczuwam duszności nawet podczas chodzenia po schodach, śpię spokojnie, nie budzą mnie duszności, nie męczę się szybko, nawet nie mam kaszlu ani żadnych skurczów  oskrzeli.
Nie jestem w stanie wyrazić w pełni wdzięczności, którą odczuwam względem Pana Jezusa za wszystkie łaski, których udzielił mi podczas rekolekcji w Starogardzie z ojcem J.Manjackalem Pan działał naprawdę z wielką Mocą!!!
Nie miejcie wątpliwości. Pan nasz Jezus Chrystus żyje!!!Jest wśród nas obecny żywy w swoim Kościele.Chwała Panu!

——————————————————————————————————————————————-

Wzięłam udział w Rekolekcjach, nie ukrywam, z nadzieją na uzdrowienie z dolegliwości fizycznych a doznałam…uzdrowienia na duszy.
Jesteśmy małzeństwem z wieloletnim stażem i mnóstwem nieporozumień na koncie, spowodowanych tym, że męża gesty i słowa odbierałam jako wyraz lekceważenia i ignorancji mojej osoby, stąd też „cichyche dni” i gorycz zaczęły zaglądac do naszego małżeństwa.
Na rekolekcjach z Ojcem Jamsem zrozumiałam, że przeżycia z dzieciństwa spowodowały, że tak odbierałam słowa, zachowania męża. Modlitwa, ponowne, głębokie, świadome wybaczenie mojemu Tacie spowodowały radykalne uwolnienie od tkwiących we mnie ograniczeń, i w konsekwencji poprawę naszych relacji małżeńskich. Od tej pory otwarcie rozmawiamy, dyskutujemy o ważnych dla nas sprawach, nawet gdy je róźnie postrzegamy.
Często jest tak, wciąż na nowo tego doświadczam, że otrzymujemy od Pana to, na co nie liczyliśmy, a co jest nam tak bardzo potrzebne. Mój prezent z Rekolekcji jest bezcenny.
Jeszcze jedno, czego doświadczyłam podczas dni rekolekcyjnych, to przeświadczenie, że być zanurzonym w Panu, Jemu ufać, to znaczy znaleźć spokój w otaczającym zamęcie, chaosie życia, to odnaleźć zawsze proste rozwiązanie i decyzję w plątaninie wielu łamigłówek. Z Panem jest to jedynie możliwe bo On nas kocha bezwarunkowo i każdego dnia na nowo. Alleluja !!!!
Dziękuję Organizatorom za inicjatywę i późniejszą determinację w działaniach, które doprowadziły do tych, przepełnionych Duchem Świętym, Rekolekcji.
Uczestniczka

——————————————————————————————————————————————-

Na rekolekcje wybrałem się za namową kolegi, który zawsze ma najświeższe informacje i dowiedział się o rekolekcjach na długo przed ich oficjalnym ogłoszeniem. Moja motywacja była bardzo prosta – na co dzień dużo czasu traci się na różne głupstwa, dlatego warto postarać się o wygospodarowanie  4 dni, które pozwolą zresetować się, złapać oddech, odpocząć, nabrać sił, odświeżyć swój system wartości, złapać na nowo azymut a może nawet wypłynąć na głębię. Postanowiłem zrobić sobie taki pożyteczny długi weekend. To, co mnie spotkało podczas tego długiego weekendu trudno oddać słowami. Na rekolekcje udałem się trochę z marszu i z ufnością małego dziecka, którą spotęgował fakt, że na rekolekcje wyraził zgodę ks. biskup a otworzył je ks. dziekan dekanatu. Z takim właśnie ufnym nastawieniem słuchałem konferencji O.Jamesa. Nie słyszałem ich wcześniej i zaskoczyło  mnie to, że o rzeczach wielkich można mówić w sposób prosty, a zarazem intelektualnie pociągający, używając języka zrozumiałego dla wszystkich. Już na koniec pierwszego dnia rozbrojony tą ufnością w miłość Boga do ludzi otworzyłem się na to co się działo. Kiedy rozpoczęła się modlitwa o uzdrowienie już na samym jej początku poczułem spokój i byłem odprężony. Czułem jak od głowy w dół ciała coś przyjemnego, falami  i w sposób intensywny wlewa się do mojego wnętrza. Intensywność i przyjemność tego przeżycia  nie sposób opisać. Nie wiem czy było doświadczenie miłości Boga do mnie czy działanie Ducha Świętego, ale czułem, że lało się to do mojego wnętrza intensywnie i w sposób fizycznie wyczuwalny. Kiedy O.Jamesa zaczął mówić, że są na sali osoby z kompleksem niższości, moje ciało, szczególnie brzuch, zaczął dygotać ale nie wybiło mnie to ze stanu głębokiego spokoju. Byłem zaskoczony tym faktem ale również spokojn,y bo przecież taka wygadana osoba jak ja nie może mieć kompleksu niższości i na pewno to uzdrawianie mnie nie dotyczy. Zupełnie mnie zaskoczyło, kiedy po skończonych słowach proszących Ducha Świętego o uleczenie z tej przypadłości intensywność przeżycia zmieniła biegun. Teraz ta intensywna fala wyciągała coś ze mnie płynąc kilkanaście razy z dołu do góry, aby w końcu pozostawić jeszcze większy spokój i w pełni rozluźnione ciało. Jeżeli było to doświadczenie obecności  i działania Ducha Świętego to muszę przyznać, że odczytując pewne zdarzenia z życia ponownie i widząc je w świetle tego doświadczenia byłem do tej pory całkowicie nieświadomym nosicielem kompleksu niższości. Duch Święty widzi nas w prawdzie i widzi nawet te dolegliwości, których nasz intelekt w największym swoim wysiłku i przybliżeniu nie może dostrzec oraz za naszą zgodą pozwala je uleczyć. To przeżycie nie sposób porównać do czegokolwiek. Powtórzyło się jeszcze 3 razy przy wymienianiu konkretnych dolegliwości fizycznych a nie pojawiło się w ogóle przy wymienianiu kilkudziesięciu innych. Jak to wytłumaczyć? Może słowami  Świętego  Pawła 1 Kor 1;25 – To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi. Hallelujah?

Uczestnik